top of page
  • Facebook
  • Instagram

Moja zimowa pisarska rutyna


Powoli wracam do regularnego pisania po prawie dwumiesięcznej przerwie. Początek roku sprzyja powrotowi do życiowej rutyny, a więc i regularnego pisania. Bardzo lubię styczeń za tę energię początku. I korzystam z niej by robić nowe plany i wracać do tych starych, niezrealizowanych.


Piszę wieczorami, po pracy i w weekendy. Najczęściej przy biurku na trzech nogach. Nie, nie jest wybrakowane, to taki model zaprojektowany w latach siedemdziesiątych, wyszperany w sklepie ze starociami. Lubię siadać przy tym biurku, bo stoi pod oknem, które wychodzi na ogród. Wieczorem o tej porze roku oczywiście nic nie widać, ale jeżeli zabieram się za pisanie, kiedy jest jasno mam przed oczami potężny, bardzo stary buk. Na moje oko to on ma dobre dwieście lat. Czasami od pisania odrywają mnie wiewiórki, które przychodzą na stary krzak bzu. Mają powody do odwiedzin, bo powiesiłam na tym bzie pudełko, do którego regularnie wkładam orzechy. Mieszkam w dużym mieście, w którym przyroda - mimo wszystko i na przekór ludziom -  rozpycha się łokciami. Bardzo jej kibicuję. Dlatego uzupełniam wiewiórczą spiżarnię. I uśmiecham się do lisów przemykających między domami po zmroku. Wiosną wypatruję w trawie nielicznych świerszczy i niecierpliwie czekam na przebudzenie nietoperzy. Nad moim ogrodem zawsze krążą trzy.

Są jeszcze ptaki… rozpisuję się o bioróżnorodności mojego ogrodu, a miało być o pisarskiej rutynie. Zostawmy więc ptaki i wróćmy  do biurka na trzech nogach. Żebym mogła pisać musi być uporządkowane. Twórczy chaos jest nie dla mnie. Na biurku stoi więc tylko zielona lampa, która przywodzi na myśl statek ufo, bo pochodzi z okresu kiedy wyścig kosmiczny inspirował wzornictwo. Jest też laptop, dzbanek z herbatą na podgrzewaczu i filiżanka. I dzbanek i filiżanki też liczą sobie kilka dekad - dokładnie siedem. No tak, mam sentyment to rzeczy z historią. Lubię się nimi otaczać, nie tylko kiedy piszę.


Lubię też, kiedy w tle gra muzyka. Do pisania ostatnio wybieram głównie albumy Berlioza, tego DJ od jazzu i house’u (nie mylić z Hektorem Berliozem, którego też swoją drogą lubię).  Ta muzyka w przedziwny sposób zgrabnie dopełnia świat dwudziestolecia, o którym piszę, subtelnie nawiązuje do przeszłości przeglądającej się w otaczających mnie przedmiotach, ale jest na wskroś teraźniejsza. Idealny podkład muzyczny dla mojego pisania.  
 
Jeżeli Bazyl, mój pies z Sarajewa, nie ma nic lepszego do roboty, to kładzie się pod biurkiem albo na gruzińskim dywanie.
I tak sobie piszemy.


1 komentarz


Gość
16 sty

Fajnie

Polub

Zapisz się na mój newsletter
Pisarski Sekretnik

© 2026 by Maja van Straaten

bottom of page