O mnie

Piszę książki osadzone w realiach dwudziestolecia międzywojennego. To mój ulubiony okres historyczny. To tylko mgnienie oka w historii świata, a tyle się w te dwie dekady wydarzyło! Rozpadały się imperia, powstawały nowe państwa. To czas olbrzymiego postępu technicznego w wielu dziedzinach, które mnie zajmują, takich jak radio, kino, kolej czy motoryzacja. Bardzo też lubię sztukę, architekturę i wzornictwo tego okresu.
Na kwerendę poświęcam dużo czasu i jest to mój ulubiony etap pracy nad każdą książką. Przemycam do moich opowieści różne drobiazgi i ciekawostki z dwudziestolecia międzywojennego. Moi bohaterowie bywają w miejscach, które istniały naprawdę i rozmawiają o sprawach, które w tamtym czasie emocjonowały opinię publiczną.
Pisanie, podobnie jak czytanie, jest dla mnie ucieczką, antidotum na troski i złe wiadomości dostarczane przez serwisy informacyjne. A jak uciekać, to do barwnego, eleganckiego świata, który tworzę dla moich bohaterów. Serdecznie zapraszam Cię do tej wspólnej podróży.
Maja van Straaten
***
Mieszkam w Belgii od ponad dwóch dekad. To dość długo. Bruksela jest moim drugim domem i bardzo ją lubię. To miasto kontrastów, czekolady, secesji (przez Belgów zwanej art nouveau) i mojego ukochanego art déco. Łódź, z której pochodzę, nauczyła mnie miłości do secesji, ale to Bruksela ukształtowała moją estetykę i nauczyła mnie doceniać i rozumieć art déco.
Lubię czytać. Najchętniej sięgam po książki historyczne, przygodowe i lekkie kryminały bez drastycznych scen i przemocy, z gatunku cozy crime, u nas zwane "kryminałami kocykowymi". Piszę więc takie książki, jakie sama najchętniej czytam. Mam słabość do starych pociągów i jeżeli tylko nadarza się okazja do przejażdżki takim pociągiem, to ja na pewno będę pierwsza w kolejce po bilet. Lubię też zaglądać do księgarni, zwłaszcza tych kameralnych. To wyjątkowe miejsca i wspieram je całym sercem.
Mój mąż jest Holendrem. W naszym domu mieszają się więc trzy języki, a nasza codzienność to kompromis między improwizacją a szczegółowym planem. I zawsze mamy w domu polskie śliwki w czekoladzie i holenderskie stroopwafels.

