top of page
  • Facebook
  • Instagram

Moja letnia pisarska rutyna

Od lat nie biorę urlopu latem. Lubię być w Brukseli o tej porze roku. Moje miasto nareszcie zwalnia, znikają korki, a w metrze robi się luźniej.


Zdjęcie Paul Deetman
Zdjęcie Paul Deetman

Bruksela w letniej odsłonie jest piękna, ciekawa i przystępna. Surfinie i pelargonie zdobią miejskie kwietniki i latarnie. Jest mnóstwo festiwali, projekcji filmów na świeżym powietrzu i wystaw. Belgowie uwielbiają kawiarniane ogródki i tarasy, a na potrzeby ich stworzenia często zawłaszczane są chodniki czy miejsca parkingowe. To czas, by po niesprzyjającej, mokrej zimie i kapryśnej belgijskiej wiośnie cieszyć się piknikami w licznych brukselskich parkach. Dla mnie to też moment, by przerzucić się z pokrzepiających mnie w chłodniejsze dni gofrów na lody. Bo w Brukseli, z jakiegoś powodu, jest mnóstwo rzemieślniczych lodziarni.



Moja letnia pisarska rutyna w takiej Brukseli bardzo różni się od tej zimowej. Wieczorami i w weekendy przenoszę się z laptopem w plener, do mojego ogrodu. Nie powiem, żeby pisanie, siedząc na małym metalowym krzesełku przy maciupkim metalowym stoliku, było najwygodniejsze. Mój kręgosłup pewnie mi za to kiedyś wystawi rachunek.



Ale… póki co ptaki śpiewają, pachnie róża, która zakwitła już drugi raz w tym roku, a w moim wychodzącym na północ ogrodzie jest chłodniej niż w domu. Co wieczór stawiam więc na tym malutkim stoliku obok laptopa dzbanek mrożonej herbaty i zasiadam na tym niewygodnym krzesełku, a Bazyl rozkłada się na trawniku albo robi sobie bazę w hortensjach. I piszemy aż do zmroku.



Zapisz się na mój newsletter
Pisarski Sekretnik

© 2026 by Maja van Straaten

bottom of page