Jak nie planuję fabuły (choć bardzo bym chciała)
- Maja van Straaten

- 19 sty
- 1 minut(y) czytania

Zazdroszczę pisarzom, którzy umieją zawczasu rozpisać sobie całą historię, którą chcą opowiedzieć. Myślę, że to bardzo pomaga w pisaniu.
Ja nie umiem tak wymyślać opowieści. Kiedy siadam do pisania nowej książki, to mam w głowie początek i koniec danej historii oraz bohatera. I to on mnie prowadzi. Dla mnie to bardzo trudne, bo uwielbiam planować i trzymać się planu. A tak? Wyskakują mi znienacka bohaterowie drugoplanowi, historia meandruje i zakręca. Myślę, że to widać w mojej pierwszej książce „Frania Tańska i tajemnica zaginionego obrazu”. Tak mi się dobrze chodziło z Franią po przedwojennej Warszawie, że czasami zapominałam, że szukamy obrazu. To takie niedociągnięcie, z którego zdałam sobie sprawę słuchając audiobooka. Ponieważ musiałam wysłuchać go z różnych względów trzy razy, to zauważyłam te wszystkie momenty, w których historia zwalnia i rozlewa się leniwie, jak rzeka. Wiem, że niektórym Czytelnikom to przeszkadzało, więc teraz staram się panować nad tekstem i usuwam (z żalem, ale z korzyścią dla książki) niektóre fragmenty.
Pisząc bez planu, nieunikniony jest również moment, który nazywam Wielką Fabularną Blokadą. To taka sytuacja, kiedy historia ma już kilkadziesiąt stron, a ja nie mogę pisać, bo muszę wiedzieć coś, czego jeszcze nie wymyśliłam. I za nic nie mogę wymyślić. Wielka Fabularna Blokada to zawsze dla mnie trudny czas. Czasami trwa tygodniami. Czytam wtedy źródła, myślę, opowiadam mężowi w czym rzecz (a on cierpliwie słucha) i szukam rozwiązania. Kiedyś strasznie mnie ten moment stresował. Dziś wiem, że w końcu nastąpi cudowne zwolnienie blokady, trochę jak podczas losowania lotto. Kto pamięta, jak to wyglądało za dawnych czasów? Spiker mówił: „Bęben maszyny losującej jest pusty. Następuje zwolnienie blokady. Rozpoczynamy losowanie.” Pardon, pisanie.



Komentarze