top of page
  • Facebook
  • Instagram

O wpływie starych pociągów na wyobraźnię



Lubię pisać w pociągach. Jednostajny szum pomaga mi się skupić. Kawa z dworcowej kawiarni przyjemnie rozgrzewa. Podróży rzeczywistej towarzyszy ta literacka.


Kilka dni temu pojechałam sobie do Amsterdamu pociągiem. Ale przez całą podróż byłam myślami we Lwowie z lat trzydziestych razem z bohaterami mojej nowej książki.  Lwów to ich przedostatni przystanek. Powoli zbliżam się do końca tej historii.


Od jakiegoś czasu trasę między Brukselą i Amsterdamem obsługują nowiutkie składy. Postęp. Należałoby się cieszyć. Ale cóż ja zrobię, że mam taki sentyment do tego, co stare?


To co stare, z historią, z duszą, szalenie działa na moją wyobraźnię.


Pamiętam jeszcze rozklekotane czerwone kolejki, które jeździły między Antwerpią a Roosendaal w Holandii. Zdarzało mi się korzystać z tego połączenia i za każdym razem, kiedy zamiast nowego klimatyzowanego pociągu, podstawiono właśnie ten czerwony  cieszyłam się jak głupia (i chyba jedyna na peronie). W środku było głośno, zimno lub duszno, w zależności od pory roku,  a zamiast półek na bagaże były siatki.


Ileż to osób z walizkami na siatkowych półkach i bagażem emocjonalnym przewiózł ten pociąg w ciągu kilku dekad? Ileż rozmów, ważnych, błahych odbyło się w tych wagonach? Jak bardzo zmienił się ten płaski krajobraz za oknem? I kto czekał na kogoś na peronie w Roosendaal? A kto w Antwerpii? A kto się nie doczekał?


Wszystko się zmienia i nic się nie zmienia.


Pociąg, który zawiózł mnie do Amsterdamu wydawał mi się zupełnie pozbawiony charakteru. Może za kilka dekad, kiedy będę pokonywać tę samą trasę jakimś supernowoczesnym, superszybkim pociągiem, pomyślę o nim z sentymentem? Dziś nie umiem sobie tego wyobrazić.


Czas pokaże.

Komentarze


Zapisz się na mój newsletter
Pisarski Sekretnik

© 2026 by Maja van Straaten

bottom of page