O obserwowaniu
- Maja van Straaten
- 1 kwi
- 2 minut(y) czytania

W Brukseli właśnie zakończył się BANAD, czyli festiwal art nouveau i art déco. To prawdziwe święto wielbicieli obu tych stylów. W ramach festiwalu obejrzeć można wiele wnętrz, które na co dzień nie są dostępne dla zwiedzających. Uwielbiam BANAD i nie opuściłam jak dotąd żadnej edycji.
W tym roku zainteresowanie było tak duże, że wizyty w najciekawszych i najrzadziej udostępnianych budynkach wyprzedały się już pierwszego dnia po otwarciu rezerwacji. A ja się zagapiłam. I kiedy zabrałam się za przeglądanie programu, zostało mi tylko kilka opcji — i będę szczera — pod względem architektonicznym niezbyt porywających.
W tym roku potraktowałam więc BANAD jako okazję do ćwiczenia mojego holenderskiego (wybieram grupy z przewodnikiem niderlandzkojęzycznym). Ale złapałam się też na tym, że skoro przyszło mi zwiedzać w tym roku budynki, w których elementy art nouveau i art déco występują raczej w symbolicznej ilości, to zamiast na architekturze skupiam się na ludziach, którzy mi towarzyszą.
W willi w dzielnicy Uccle zauważyłam panią, która notowała każde słowo przewodnika. Studentka architektury? Skrupulatna wielbicielka art déco? A może aspirująca przewodniczka? Nie miałam śmiałości zapytać.
W budynku Foundation Universitaire pojawiła się z kolei bardzo elegancka pani. Miała długi płaszcz, piękną broszkę (vintage, na moje oko) i cudowne, niepraktyczne na brukselskie bruki retro szpilki, na które — jak my wszyscy — musiała przywdziać plastikowe, szpitalne ochraniacze. Szkoda. Takie piękne buty pasowały do tego wnętrza lepiej niż wściekle niebieska folia :) W tej samej grupie był też starszy pan w kaszkiecie, który polemizował z przewodnikiem.
W dawnej siedzibie loży masońskiej spotkałam z kolei parę, która przyjechała na BANAD specjalnie z Holandii. Jak mnie poinformowali, od dawna mieli rezerwację w hotelu Esperance (świetny przykład art déco) i restauracji De Ultime Hallucinatie (cudownie zachowane wnętrza art nouveau). Widać, że do festiwalu podchodzą poważnie.
— Art nouveau and art déco total weekend! — zaśmiał się pan w średnim wieku i pośpiesznie ruszył za swoim partnerem, który już machał na autobus mający ich zawieźć na zwiedzanie kolejnego budynku.
Może więc w tym roku nie nauczyłam się zbyt wiele o architekturze. Nie odwiedziłam budynków, które zapierają dech w piersiach swoim pięknem. Ale poćwiczyłam obserwację ludzi, wyławianie drobiazgów, które ich wyróżniają. A to bywa przydatne w pisarskim rzemiośle.