top of page
  • Facebook
  • Instagram

Głowa do góry!

14 mar
2 minut(y) czytania

Zeszłej niedzieli wybrałam się na spacer z przewodnikiem po okolicy, w której kiedyś mieszkałam. I jak się okazało, przemierzając te uliczki dziesiątki razy, nie zauważyłam kilku budynków czy detali architektonicznych wartych uwagi. A były to budynki art déco albo nieco starsze, z secesyjnymi elementami na fasadach.


Przyznaję, że ta twarz budzi we mnie lekki niepokój. Za to kokardka na czubku głowy mnie zachwyca. Widać architekt przywiązywał uwagę do takich detali.
Przyznaję, że ta twarz budzi we mnie lekki niepokój. Za to kokardka na czubku głowy mnie zachwyca. Widać architekt przywiązywał uwagę do takich detali.


Jak to możliwe?


Jestem z Łodzi. Łódź ma to do siebie, że jej piękno nie jest widoczne na pierwszy rzut oka. W moim odczuciu, w sferze wizualnej, cały urok mojego miasta zamyka się w trzech elementach – parkach, starej industrialnej zabudowie i secesji. To właśnie z Łodzi wyniosłam miłość do secesji, a Bruksela nauczyła mnie rozumieć i doceniać art déco, które było odpowiedzią na ten styl. Odkąd się tu przeprowadziłam, niemal dwie dekady temu, odwiedziłam dziesiątki wnętrz, które są przykładami obu tych stylów – od budynków użyteczności publicznej (szkoły, pływalnie, fabryki, biurowce, drukarnie) po prywatne domy, atelier artystów i kamienice. I miałam poczucie, że co jak co, ale fasadę art déco czy secesyjne sgraffito wypatrzę w przestrzeni miejskiej z daleka.

W niedzielę przekonałam się, że owszem, dojrzeć je mogę – pod warunkiem że będę obecna duchem.


W sumie nic odkrywczego. Pośpiech, stres, ciągły niedoczas…


(Dygresja: jakże uwielbiam słowo „niedoczas”! Jest nieprzetłumaczalne na żaden inny język, którym władam. I myślę sobie, że to jest olbrzymi przywilej mówić i pisać w języku tak precyzyjnym jak język polski).


Wracając do naszych baranów, jak mawiają Francuzi: pośpiech, stres, ciągły niedoczas – tak wiele odbierają. Nie oswoiłam ich na tyle, by mieć na nie gotową receptę. Jestem też ostatnią osobą, która w tych kwestiach odważyłaby się komukolwiek doradzać. Ale mogę Wam zdradzić jedną rzecz, którą staram sobie mówić regularnie: głowa do góry!


Bo w górze są nie tylko secesyjne fasady, które łatwo przegapić, ale i korony drzew, w których teraz, póki się nie zazielenią, można zobaczyć gniazda ptaków. A w nocy są gwiazdy, które nawet w miastach dotkniętych zanieczyszczeniem światłem można częściowo zobaczyć.


Zdjęcie pochodzi z pexels.com Ja nie umiem takich robić, choć bardzo bym chciała ;)
Zdjęcie pochodzi z pexels.com Ja nie umiem takich robić, choć bardzo bym chciała ;)

Przyroda i kosmos mnie zachwycają, pozwalają odczuwać wdzięczność, kotwiczą mnie na chwilkę w tym, co tu i teraz. A poza tym (i tu znów mamy do czynienia z magią języka polskiego) wyrażenie „głowa do góry”, oprócz tego dosłownego znaczenia, ma i to metaforyczne. I do tego drugiego też staram się stosować, choć wcale nie jest to łatwe, będąc w niedoczasie.


Zadzieram więc głowę. Ale nie nosa ;)

 
 
 

Komentarze


Zapisz się na mój newsletter
Pisarski Sekretnik

© 2026 by Maja van Straaten

bottom of page