Głowa do góry!
Zeszłej niedzieli wybrałam się na spacer z przewodnikiem po okolicy, w której kiedyś mieszkałam. I jak się okazało, przemierzając te uliczki dziesiątki razy, nie zauważyłam kilku budynków czy detali architektonicznych wartych uwagi. A były to budynki art déco albo nieco starsze, z secesyjnymi elementami na fasadach.

Jak to możliwe?
Jestem z Łodzi. Łódź ma to do siebie, że jej piękno nie jest widoczne na pierwszy rzut oka. W moim odczuciu, w sferze wizualnej, cały urok mojego miasta zamyka się w trzech elementach – parkach, starej industrialnej zabudowie i secesji. To właśnie z Łodzi wyniosłam miłość do secesji, a Bruksela nauczyła mnie rozumieć i doceniać art déco, które było odpowiedzią na ten styl. Odkąd się tu przeprowadziłam, niemal dwie dekady temu, odwiedziłam dziesiątki wnętrz, które są przykładami obu tych stylów – od budynków użyteczności publicznej (szkoły, pływalnie, fabryki, biurowce, drukarnie) po prywatne domy, atelier artystów i kamienice. I miałam poczucie, że co jak co, ale fasadę art déco czy secesyjne sgraffito wypatrzę w przestrzeni miejskiej z daleka.
W niedzielę przekonałam się, że owszem, dojrzeć je mogę – pod warunkiem że będę obecna duchem.
W sumie nic odkrywczego. Pośpiech, stres, ciągły niedoczas…
(Dygresja: jakże uwielbiam słowo „niedoczas”! Jest nieprzetłumaczalne na żaden inny język, którym władam. I myślę sobie, że to jest olbrzymi przywilej mówić i pisać w języku tak precyzyjnym jak język polski).
Wracając do naszych baranów, jak mawiają Francuzi: pośpiech, stres, ciągły niedoczas – tak wiele odbierają. Nie oswoiłam ich na tyle, by mieć na nie gotową receptę. Jestem też ostatnią osobą, która w tych kwestiach odważyłaby się komukolwiek doradzać. Ale mogę Wam zdradzić jedną rzecz, którą staram sobie mówić regularnie: głowa do góry!
Bo w górze są nie tylko secesyjne fasady, które łatwo przegapić, ale i korony drzew, w których teraz, póki się nie zazielenią, można zobaczyć gniazda ptaków. A w nocy są gwiazdy, które nawet w miastach dotkniętych zanieczyszczeniem światłem można częściowo zobaczyć.

Przyroda i kosmos mnie zachwycają, pozwalają odczuwać wdzięczność, kotwiczą mnie na chwilkę w tym, co tu i teraz. A poza tym (i tu znów mamy do czynienia z magią języka polskiego) wyrażenie „głowa do góry”, oprócz tego dosłownego znaczenia, ma i to metaforyczne. I do tego drugiego też staram się stosować, choć wcale nie jest to łatwe, będąc w niedoczasie.
Zadzieram więc głowę. Ale nie nosa ;)




Komentarze