Bruksela dla moli książkowych
- Maja van Straaten

- 3 lut
- 2 minut(y) czytania

Pisałam już o moich "pisarskich" adresach w Brukseli. Dzisiaj czas na te "czytelnicze".
Księgarnie
Choć tłumów nie lubię, to cieszy mnie widok zatłoczonych księgarni. W księgarni Waterstones zawsze jest sporo ludzi. Bywam tu już od dwudziestu lat, przede wszystkim ze względu na olbrzymi wybór. Choć chyba jest to trochę zbyt duże uproszczenie. Prawda jest taka, że ja Waterstones traktuję trochę jak przyjaciela. Kiedy postanowiłam zostać wegetarianką, to tu przyszłam po poradę (czytaj: stosowne książki z przepisami). Kiedy jest mi smutno, to wpadam tu po pocieszenie (czytaj: jakiś romans z happy endem). I to Waterstones, jak na dobrego przyjaciela przystało, podzielił się ze mną ciekawymi rekomendacjami książkowymi (czytaj: odkryłam tu mnóstwo świetnych książek, po które pewnie bym nie sięgnęła w innych okolicznościach, bo nie miały polskiego wydania). Kiedy patrzę na te dwie dekady, które spędziłam w Brukseli widzę jak wiele się w moim mieście zmieniło, ile miejsc, które lubiłam zniknęło. A Waterstones jest i nic a nic się nie zmienia (z wyjątkiem przeniesienia sekcji cozy crime z półek po lewej na te poprawej stronie). Można na nim polegać.
Ale jeżeli podczas wizyty w Brukseli zajrzycie tylko do jednej księgarni, to niech to będzie Tropismes. Nawet jeżeli nie czytacie po francusku, to warto ją odwiedzić, bo jest to piękne, wyjątkowe miejsce, w którym kiedyś mieścił się jazz club. Ja wpadam tu głownie po książki o sztuce i przyprowadzam każdego mola książkowego, który mnie odwiedza w Brukseli. To miejsce z duszą, które warto odwiedzić.
Antykwariaty
Oczywiście w Brukseli jest też mnóstwo antykwariatów. Ja lubię zaglądać do Evasions, kilka korków od Grand Place, gdzie jest „wszystko” i do malutkiego sklepiku w Galerie Bortier, w którym są tylko tytuły z dziewiętnastego i z początku dwudziestego wieku.
Dom literatury
Jest jeszcze Passa Porta. Któż z wielbicieli literatury w Brukseli jej nie zna? To więcej niż księgarnia, to też dom literatury, który organizuje mnóstwo spotkań z pisarzami i festiwal literacki, na który zawsze czekam z niecierpliwością.
Biblioteka
Lubię też bibliotekę Munt Punt. Jest centralnie położona i świetnie zaopatrzona. To instytucja niderlandzkojęzyczna, ale posiada kolekcje w różnych językach. I mają świetne wydarzenia kulturalne, na które chodzę żeby ćwiczyć mój holenderski. Mój mąż z kolei chodzi tam do dyskusyjnego klubu książki. A po sąsiedzku dają bardzo dobrą kawę i gofry. Czego chcieć więcej?
A to tylko czubek czytelniczej góry lodowej
To oczywiście nie wszystko. Ale tak, jak napisałam kilka dni temu, na pewne miejsca warto trafić samemu, przypadkiem. Nie będę więc Was pozbawiać przyjemności odkrywania zaczytanej odsłony mojego miasta.

Komentarze